Znicz olimpijski dla Zimowych Igrzysk Olimpijskich w Mediolanie-Cortinie 2026 został zapalony w tym tygodniu w Olimpii, miejscu, w którym ponad 2700 lat temu rozpoczęły się starożytne igrzyska. Pomimo ulewnego deszczu, który zmusił organizatorów do przeniesienia ceremonii do wnętrza, moment ten niósł ze sobą całe ciepło, symbolikę i dramatyzm, jakie można oczekiwać, gdy najbardziej znany płomień na świecie ożywa.
Ponieważ grecka pogoda była… cóż, bardzo grecka, oficjele nie chcieli ryzykować. Płomień został zapalony już w poniedziałek przed Świątynią Hery za pomocą tradycyjnego parabolicznego lustra i światła słonecznego, metody stosowanej od 1936 roku. Ten oryginalny płomień, przechowywany w lampionie, stał się gwiazdą środowej ceremonii wewnątrz Muzeum Archeologicznego w Olimpii. Grecka aktorka Mary Mina, występująca jako Wysoka Kapłanka, użyła zachowanego płomienia do zapalenia olimpijskiej pochodni. Był to prosty akt, lecz zanurzony w historii, obserwowany przez przewodniczącą MKOl Kirsty Coventry, byłego prezydenta Thomasa Bacha, członków Greckiego Komitetu Olimpijskiego oraz przedstawicieli włoskiego zespołu Mediolan-Cortina 2026.
Ceremonia była pięknie nastrojowa: hymn olimpijski wykonany przez sopranistkę Christinę Poulitsi, grecki hymn narodowy wykonany przez chór z Włoskiej Szkoły w Atenach oraz odczytanie wiersza „Światło Olimpii”, celebrującego jedność i pokój. Było to jak delikatne przekazanie od Grecji, kolebki igrzysk, do Włoch, następnego gospodarza. Szef organizacyjny Włoch, Giovanni Malagò, mówił o płomieniu jako czymś więcej niż tylko ogniu. W jego słowach, reprezentuje on iskrę, która wkrótce „rozpali całe Włochy”, od energii Mediolanu po zaśnieżone szczyty Dolomitów. Coventry powtórzyła ten sentyment, nazywając płomień mostem między przeszłością a przyszłością, niosącym obietnicę przyjaźni, fair play i wspólnego ludzkiego ducha.
Następnie rozpoczęły się pierwsze kroki sztafety. Grecki wioślarz Petros Gkaidatzis, brązowy medalista z Paryża 2024, jako pierwszy przejął pochodnię, do którego chwilę później dołączyła włoska legenda Stefania Belmondo, jedna z najbardziej utytułowanych olimpijek zimowych wszech czasów. Razem zanieśli płomień do pomnika Pierre’a de Coubertina, gdzie pochowane jest serce założyciela nowoczesnych igrzysk. Stamtąd pochodnia przeszła przez szereg olimpijskich znakomitości, rozpoczynając szerszą grecką część sztafety.
Przez następne dziewięć dni płomień będzie podróżował przez 36 miast i miasteczek, zatrzymując się na stokach narciarskich, w miejscach historycznych i zimowych landmarkach, zanim dotrze na Stadion Panateński na oficjalne przekazanie do Włoch 4 grudnia. A potem zacznie się prawdziwy maraton. Od 6 grudnia do ceremonii otwarcia 6 lutego 2026 roku, pochodnia pokona 12 000 km przez wszystkie 110 włoskich prowincji, odwiedzając miejsca UNESCO, tętniące życiem miasta, małe górskie wioski i każdy zakątek Alp. Ponad 10 000 osób przeniesie ją do stadionu San Siro, gdzie kocioł zostanie zapalony i Zimowe Igrzyska oficjalnie się rozpoczną.
Płomień narodzony z słońca w starożytnej Olimpii… wkrótce rozświetli Włochy. Ciepły początek dla zimowego święta.